Kiedy urodził się mój synek, sądziłam, że mowa przyjdzie naturalnie. Słuchaliśmy bajek, dużo śpiewaliśmy, rozmawialiśmy z nim, ale z czasem stało się jasne: Kuba nie mówi tak jak jego rówieśnicy. Podczas gdy inne dzieci tworzyły już proste zdania, on wciąż wskazywał palcem i powtarzał tylko pojedyncze dźwięki.
Gdy miał 18 miesięcy, wypowiadał zaledwie jedno-dwa słowa. Wtedy naprawdę zaczęłam się martwić i wpisałam w wyszukiwarkę: „2-letnie dziecko nie mówi – co robić?”. Znalazłam mnóstwo porad, ale najwięcej sensu miały te, które podkreślały znaczenie zabaw rozwijających mowę. Zaczęłam dokładniej zgłębiać, co może zrobić rodzic w tym wrażliwym okresie, kiedy słownictwo dziecka dopiero zaczyna się kształtować.
Droga do słów – przez zabawę
Mowa to nie tylko umiejętność – to proces, który wymaga bodźców, poczucia bezpieczeństwa i dużo cierpliwości. Zrozumiałam, że klasyczne „powiedz ładnie, co to?” nie działa na Kubę. Zaczęłam szukać gier i zabaw, które nie są zbyt skomplikowane, nie wymagają ekranu, a wspierają rozwój słownictwa.
Zaletą gier wspomagających rozwój mowy jest to, że działają na zmysły: wzrok i słuch. Obrazki połączone ze słowami – np. „jabłko”, „samolot” czy „piesek” – są łatwe do zapamiętania, a dzieci nawet nie czują, że się uczą. Logopedzi podkreślają, że wiek 2–4 lat to kluczowy moment w rozwoju słownictwa – i ja sama doświadczyłam tego w praktyce.
Pewnego dnia trafiłam na grę opartą na kartach ze słowami. Nie była głośna, nie świeciła, ale od razu przykuła uwagę Kuby. Proste obrazki, nagrane słowa – i wszystko odbywało się w jego tempie. Zauważyłam też, że po usłyszeniu nowego słowa często wykonywał gest lub minę, które je ilustrowały – to zamieniało naukę słów w doświadczenie angażujące wiele zmysłów.
Nasz wieczorny rytuał
Każdego wieczoru wybieramy kilka kart i wspólnie je oglądamy. Ja wypowiadam słowa, a Kuba próbuje je powtarzać. Czasem tylko się uśmiecha, czasem powtarza cicho. Jednym z pierwszych słów, które wypowiedział wielokrotnie, było „kot”. Dla innych może to drobiazg – dla mnie to był prawdziwy cud.
Po kilku tygodniach wspólnej zabawy zaczął sam wskazywać obrazki zanim wypowiedziałam ich nazwę. Później sam proponował: „pobawmy się w słowa!”. Ta gra naprawdę rozbudziła w nim potrzebę mówienia – i nie tylko w nim. Ja też nauczyłam się znów dostrzegać najdrobniejsze sygnały.
Jednym z najbardziej wzruszających momentów był poranek, kiedy wszedł do kuchni, podniósł rączkę i powiedział: „chleb.” Wiedziałam, że nie usłyszał tego słowa od nas – nauczył się go podczas zabawy. To było potwierdzenie, że gry rozwijające słownictwo naprawdę działają – i są przyjemne.
Od tego czasu w sklepie, na placu zabaw czy w samochodzie często nazywa rzeczy, które widzi – czasem ciągnie mnie za rękę i mówi dumnie: „autobus!” albo „kucyk!”. Największym prezentem był jednak moment, gdy po raz pierwszy powiedział: „mamo, zobacz!”. Czułam, że słowa wreszcie do nas przyszły.
Co polecam innym mamom
Ta droga nauczyła mnie, że rozwój mowy dziecka to nie wyścig. Zamiast porównań warto skupić się na tym, co działa u naszego dziecka. Zabawki wspomagające mowę – czy to karty obrazkowe, zabawy lustrzane czy rymowanki – pomagają nie tylko w nauce, ale też w budowaniu więzi.
Dla mnie ważne było, by znaleźć rozwiązanie bez ekranu, które w naturalny sposób zachęca do komunikacji i jest akceptowane przez specjalistów. Niektóre gry wspierające rozwój mowy są polecane przez logopedów, szczególnie dla dzieci, których słownictwo rozwija się wolniej.
Zauważyłam również, że gdy gra oprócz rozwoju daje dziecku radość, ono staje się bardziej otwarte. Regularność, wspólna uwaga i pozytywne reakcje pomogły Kubie zacząć od pojedynczych słów, a potem próbować łączyć je w proste dwuwyrazowe wyrażenia.
Siła rodzicielskiej obecności
Najważniejsza lekcja dla mnie? Nie muszę być perfekcyjna. Wystarczy, że jestem, obserwuję, daję przestrzeń do nauki. Dzięki wspólnym zabawom rozwijającym mowę nie tylko on uczył się słów – ja też nauczyłam się znów bawić, być cierpliwa i cieszyć się z najmniejszych postępów.
Słownictwo dzieci rozwija się najlepiej wtedy, gdy łączy się z przeżyciami, emocjami i bliskością. Gry i zabawy językowe dają właśnie to: poczucie bezpieczeństwa i okazję do nauki przez relację.
Zrozumiałam też, że choć nie da się przyspieszyć rozwoju mowy, można go wspierać. Codzienne 10–15 minut pracy z kartami wystarczyło, by Kuba w ciągu kilku miesięcy nauczył się mnóstwa nowych słów. A że dzieci uczą się przez powtórzenia, często wracamy do tych samych kart – raz po raz, z uśmiechem.
Jeśli jesteś w podobnej sytuacji…
…i czujesz, że słownictwo Twojego dziecka jeszcze się nie rozwinęło – nie panikuj. Jest wiele metod i narzędzi, które mogą pomóc. U nas zmiana przyszła dzięki prostej grze rozwijającej mowę, którą wciąż z radością wykorzystujemy.
Rozwój mowy to podróż – każde dziecko idzie nią we własnym tempie. Najważniejsze to być obok, wspierać – i mieć odwagę sięgać po pomoc, gdy tego potrzebujemy.
Najważniejsze, co chciałabym przekazać? Nie jesteś sama. Wiele rodziców szuka wsparcia, gdy 2-latek nie mówi. Metody akceptowane przez logopedów, takie jak nauka poprzez karty obrazkowe, sprawdziły się już w wielu domach.
+ Wskazówka: Jeśli szukasz podobnej gry, my bawiliśmy się z kartami KinderSpeech™ – zaprojektowanymi specjalnie po to, by wspierać rozwój mowy. Zobacz, może i Wam pomogą.